Nie najlepszy najlepszym – gdzie się podziała F1 z mego dzieciństwa?

Trzeci tytuł z rzędu dla Sebastiana Vettela. Nie ukrywam swojego niezadowolenia. Sebastian jest świetnym kierowcą, ten chłopak ma talent, ale nie na tyle duży, aby przebić Alonso czy Hamiltona. Ma najszybszy bolid w stawce i przez to jest MŚ. Sam niebyły wstanie zbudować sobie takiego wozu. Genialny Adrian Newey odwala całą robotę, gdy w tym samym czasie Alonso tonąc w swoim pocie robi wszystko, aby choć na milimetr dorównać RedBullowi. To powinna być główna cecha dobrego kierowcy: Umiejętność zbudowania bolidu…

Vettel jej nie posiada. Dostał najlepszy bolid i nim jeździł. To wszystko. Gdyby wyrównać szanse, dać wszystkim ten sam bolid to Alonso byłby najlepszy. Za nim prawdopodobnie Hamilton i za jego plecami Vettel. Mimo że Vettela nie darzę zbytnią sympatią to jestem pod wrażeniem. Faktycznie, to jeszcze młody człowiek i cała kariera przed nim. W tym sezonie pokazał, iż walczy do samego końca. W poprzednich dwóch sezonach nie mogliśmy tego zobaczyć. Jednakże, to Fernando Alonso -zawodnik którego cenię nade wszystko, nie tylko jako kierowcę, ale i człowieka – szczerze zasłużył na tytuł, który wściekle powinien bronić, przed Hamiltonem.

Nic dziwnego, że Hiszpan, którego większość Kibiców uważa za najlepszego, mówił, że walczy z Adrianem Neweyem, znów Adrian Newey był od nas szybszy. Vettela to drażniło, ale trzeba przyznać, że nie powinno. Mnie za to drażni porównywanie Vettela do Schumachera. Ok. Jest dobry. Ale nie dorasta Szumiemu do pięt. To Schumacher dostając słaby bolid, odbudował go tak, że aby zatrzymać to Czerwone Przekleństwo dla innych, potrzebna była zmiana regulaminu w 2005. Chodzi mi o zakaz zmiany opon podczas wyścigu.

Prawda jest jaka jest, bolid ma spore znaczenie, ale w dawnej F1 umiejętności były równie ważne.

Dlatego tęsknie za dawną Formułą. Pamiętam, gdy jako mały chłopiec oglądałem wyścig, w którym to Alonso został MŚ w 2006r. Wtedy było piękne widowisko, ale nie tak piękne jak w latach 2000 i wcześniej. Tam toczyła się walka w każdym zakręcie, walka o każdy milimetr toru, a każde spotkanie z barierką kończyło się poważnymi konsekwencjami – Wielki Ayrtonie Senno spoczywaj w pokoju – Gdy w końcu doszło do wyprzedzenia, emocje były tak wielkie, że gumka w majtkach pękała. A teraz? Idiotyczny guzik zwanym DRS i wyprzedzenie. Nic dziwnego, że Vettel startując z alei serwisowej zajął 3 msc, a będąc na ostatnim miejscu – w warunkach deszczowych – zdołał wyprzedzać innych. Oczywiście, inni też to robili, ale to o nim ten felieton, dlatego też jako Sebastiana podaję za przykład.

Najgorsze jest to, że w przyszłym sezonie RedBull znów zacznie dominację. Pozostaje mieć nadzieję, że Ferrari weźmie się w garść i zbuduje bolid którym to Alonso i Massa zdobędą mistrzostwo i wicemistrzostwo.

Autor: Mateusz Chomicki

Motoryzacja to moja pasja. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Zafascynowałem się dziennikarstwem motoryzacyjnym, a teraz dążę do tego, aby pisać świetne felietony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *